Strukturalizmu ciąg dalszy

May 5, 2006

Znaki są konstytuowane przez relacje. Czyli znak nie jest substancją ale sumą relacji. Znaczy to, że dany znak nie może funkcjonować samodzielnie w oderwaniu od innych symboli. Znak funkcjonuje tylko i wyłącznie w relacji z innymi i to inne znaki nadają mu sens. Jeśli więc weźmiemy literę “L” i napiszemy na kartce to kiedy pominiemy całą rzeczywistość językową litera ta będzie tylko dwoma odcinkami wychodzącymi z jednego punktu pod kątem 90 stopni naszkicowanymi na kartce papieru - jej fizyczną reprezentacją jest kilka drobnych kropel tuszu. Sens “L” nadaje kontekst w którym ją umieścimy. To samo “L” umieszczone na dachu samochodu oznacza, że na tego kierowcę musimy uważać bo prawdopodobnie uczy się prowadzić samochód. Jednak to nie umieszczenie litery “L” na samochodzie sprawia, że zaczyna ona znaczyć lecz włączenie kontekstu, którym w tym wypadku jest nasza znajomość rzeczywistości zarówno językowej jak i tej poza-językowej. Rozumiemy “L” bo wiemy że jest częścią alfabetu łacińskiego i wiemy jak brzmi głoska, którą symbolizuje. Wiemy też, że “L” rozpoczyna wyraz Learning. Albo też - wiemy, że “L” oznacza “naukę jazdy” bo ktoś nam kiedyś to powiedział albo jeździliśmy samochodem z taką literą na dachu kiedy uczyliśmy się jeździć. Oczywiste. Ten oczywisty kontakst nadał kilku kroplom tuszu rozbudowanego znaczenia.

Każdy znak istnieje w dwóch płaszczyznach signifiant (znaczące - czyli wyraz, układ liter) i signifie (znaczone - pojęcie, odniesienie, pewien desygnat). Desygnatem tym może być inny znak lub układ liter. Żeby uczyć się języka nie musimy znać rzeczywistości pozajęzykowej. Relacje między signifiant a signifie są arbitralne. Różne słowa odsyłają do tych samych desygnatów.

Język jest więc zbiorem społecznych i abstrakcyjnych reguł łączenia i przetwarzania znaków. Mówienie jest konkretną realizacją języka.

Na koniec jeden z moich ulubionych cytatów z Nietzschego, który dokładnie rozumiał jak niekoherencyjne są rzeczywistości językowa i pozajęzykowa.

“Nie cenimy już siebie dostatecznie, gdy siebie komunikujemy. Nasze właściwe przeżycia w żaden sposób nie są gadatliwe. Nie mogłyby siebie komunikować, gdyby tego chciały. Bierze się to stąd, że brak im słów. Nie obchodzi już nas to, na co mamy słowa. We wszelkim mówieniu tkwi już odrobina pogardy. Jak się wydaje, mowę wynaleziono jedynie dla tego, co przeciętne, średnie, komunikowalne. Mówiący już się p o s p o l i t u j e poprzez mowę. Z moralności dla głuchoniemych i innych filozofów.”

-->