Cywilizacja jest dobra cz. 1

August 15, 2006

Tytuł super naiwny. Skąd pomysł, że coś na co wielu narzeka i coś czemu jeszcze większa grupa wieszczy szybką, okrutną śmierć może być dobre? Według wielu jedyny ratunek dla cywilizacji to eutanazja. I te głosy słychać i z prawa, z lewa i z samego środka. Na początek trochę o tych głosach – o współczesnym tańcu świętego Wita – ostatnim krzyku rozpaczy wśród otaczającej nas otchłani.

W filmie Fight Club głównym przeciwnikiem jest cywilizacja – nie żaden system, nie skostniałe instytucje ale cała cywilizacyjna jakość. Zgodzicie się, że Fight Club jest pewnego rodzaju manifestem niezwykle pociągającego, nowoczesnego ale głęboko, może nieświadomie, osadzonego w tradycji - utra-lewactwa. Fight Club to film boleśnie rozprawiający się z odrażającym życiem każdego z nas – z życiem konsumenta uwięzionego w pozornej wolności wyboru między McDonaldem a Burger Kingiem. Filmową receptą jest – a jakże – podpalenie świata – wysadzenie w powietrze tego wszędobylskiego narzędzia bolesnych, konsumenckich tortur – pieniędzy. Wizja jest strasznie pociągająca – wiele twierdzeń niebywale trafnych, wiele rad niezwykle pożytecznych a do tego to, niezwykle romantyczne, anarchistyczne rozpierdalanie. Uwielbiam Fight Club bo bije po buzi tych którym się należało – a sztuka właśnie to powinna robić.
Ta kwintesencja nowoczesnego lewactwa, no może poszerzona o parę innych czasem trochę bardziej hipisiarskich rzeczy – dla mnie mniej estetycznie interesujących – ta kwintesencja jednak, nienawidzi cywilizacji, która ja nazwałem dobrą.

Lewak troszczy się o planetę, o wyzyskiwanych ludzi, o głodujące plemiona afrykańskie – prawie pierwotne. I to jest pozytywne, ja się z tego nie śmieję - sam chyba zacznę segregować śmieci, wodę i prąd oszczędzam już dziś, a nie raz nazwałem się socjalistą. Ale według mnie – lewak w cywilizacji upatruje przeciwnika i powód cierpień ludzi i zwierząt a dla mnie cywilizacja to przyczyna tego, że ludzie mogą żyć lepiej a planeta może być przyjaźniejsza.

Myślałem o manifeście anty cywilizacyjnych prawicowców. Czy jest już coś takiego – taka esencja walczącego konserwatyzmu w kulturze? Może programy Janka Pospieszalskiego których nowoczesność mierzy się z tym co jest w nierównym, ustawianym przez Janka pojedynku. Nowoczesność zawsze przegrywa bo jest moralnie gorsza więc i intelektualnie słabsza. Przynajmniej według Janka. Tylko u niego konserwatyzm wygrywa z nowoczesnością.

Janek i jego poplecznicy walczą szczególnie niebezpiecznie bo na argumenty i erudycję – a to rzeczy bardzo pociągające. Każdy myślący człowiek chce być po stronie mądrzejszych i z nimi się utożsamiać – a Janek zapewnia, że stroną mądrzejszą jest strona prawa i konserwatywna. Czy nie ma w Polsce mądrych, wygadanych lewaków czy choćby ludzi środka czy takich, którzy reprezentowaliby moje poglądy w publicznej telewizji – w potyczkach i szczekaniu zwanym rozmowami, które warto czynić? Nie ma. Przynajmniej wg Janka.

Janek też walczy i też nie z systemem ale z cywilizacją jako taką. Cywilizacja jest gnijącym babilonem. Schlebiamy tylko niskim instynktom i pozwalamy sobie na coraz więcej. Ohydny relatywizm zabija bezużyteczną już aksjologię. Egzystencjalizm wbrew logice rozbił zakład Pascala, a Nietsche uśmiercił Boga. Religię zastępują promocje, modlitwę i medytację telewizja i miękkie narkotyki. I co najgorsze – tego nie da się zatrzymać i cofnąć, a przecież przed wojną to byłoby nie do pomyślenia.
I to też nie są głupie argumenty i może w tym co piszę jest odrobina zdrowej ironii to jednak w tych konserwatywnych poglądach jest masa racji. Świat umiera a my bierzemy narkotyki. A przecież to nasi rodzice powołali do istnienia ten świat – to nasi dziadkowie o niego walczyli – to oni przekazali nam wartości, które teraz przewartościowujemy. Czy robimy to tylko dla naszej wygody czy też o coś walczymy? Czy więcej zawsze znaczy lepiej i czy „więcej” może być celem samym w sobie?


  • W Fight Club (zarówno książce jak i filmie) moim skromnym zdaniem przeciwnikiem nie jest cywilizacja jako taka, ale zastój cywilizacyjny. Brak celu, brak jakichkolwiek konfliktów. Poza tym, jak napisałeś “filmową receptą” nie jest podpalanie świata i wysadzanie budynków, tutaj dokonujesz zbytnich uproszczeń. Receptą jest podpalanie ludzkiego życia, wyrywanie ludzi z ich stagnacji.

    Również trudno mówić o Fight Club jako apoteozie lewactwa, skoro (jak twierdzisz) “Lewak troszczy się o planetę, o wyzyskiwanych ludzi, o głodujące plemiona afrykańskie – prawie pierwotne”, a w Fight Club główny bohater pragnie mordować misie panda ;)

    August 16, 2006 @ 9:21 am
  • Wydaje mi się, że co do Fight Club, racja leży pośrodku. Nie jest to film przeciwko cywilizacji w ogóle, ani nie jest to film o zastoju cywilizacyjnym. To jest film o zastoju człowieka w cywilizacji.

    Podczas, gdy ta mknie do przodu, równając tak naprawdę do najlepszych (bo gdyby równała do najsłabszych, to nie latalibyśmy w kosmos, tylko walili się kijami bejzbolowymi po łbach), kiedy wydaje się że “wyścig szczurów” jest coraz szybszy, bardziej zacięty i wszechobecny, coraz więcej ludzi wydaje się zawisać nad tym wszystkim. Zobojętnieniali na to, co robią, bez poczucia wyraźnego wpływu na świat czy chociażby swoje życie, grzęzną w tym, co oferuje cywilizacja.

    Niestety, człowiek dokonał wyboru zgodnego ze swą naturą - kiedy coraz większa wydajność jego pracy pozwalała albo wyrównać światowy poziom konsumpcji i wstrzymać jej wzrost, a uspokoić życie bądź też nieustannie zwiększać konsumpcję i - paradoksalnie - wraz ze wzrostem wydajności pracy nieustannie zwiększać konieczny jej nakład, wybraliśmy “mieć”, nie “być”. Nic nie stało na przeszkodzie, by zwiększoną produkcję wykorzystać do zmniejszenia obciążenia ludzi pracą. Jednak wybraliśmy świat marketingu, wmawiającego nam, że potrzebujemy jeszcze więcej GB w naszym odtwarzaczu i jeszcze więcej sypialni dla naszej 5-osobowej rodziny, której już nie wystarczy 200m^2.

    W takich realiach nietrudno się wypalić i zobojętnieć. Niestety, zamiast obojętnieć na reklamową paplaninę, obojętniejemy na całe życie, obarczając winą całą cywilizację, która wyciągnęła nas z jaskiń, pozwala nam podróżować bez obawy, nie cierpieć głodu i jeszcze parę innych dobrych rzeczy dla nas zrobiła.

    August 16, 2006 @ 11:12 am
  • Pytanie, co domorosli pogromcy babilonu widza w swoich wyzwolonych umyslach jako alternatywe wspolczesnej cywilizacji? Chyba wiekszosc z nich zdaje sobie sprawe z prostego acz niezwykle istotnego faktu, ze wizja spoleczenstwa bez korupcji, biurokracji, zbrodni, kumoterstwa i innych przywar jest utopia, niemozliwa do zrealizowania z powodu roznorodnosci tego, co siedzi we lbach kazdego z nas.

    No, chyba, ze chodzi o burzenie twierdzy wspolczesnego kapitalizmu samo w sobie, azeby podniesc wlasne ego i dzialac “dla sprawy”. W imie “wyzszych wartosci”, chociaz i tak zapewne osiagnac ich sie nie uda, ale probowac zawsze warto. :)

    Mysle, ze pewne oczywiste beneficja wynikajace z zycia w takim a nie innym okresie rozwoju cywilizacyjnego nie sa na tyle wyrazne (poniewaz sa wlasnie oczywiste), azeby przycmic rozne skazy. Inaczej mowiac, dostep do swiadczen medycznych, edukacji i szybkiego transportu stal sie na tyle transparentny, ze i tak latwiej wylowimy z obrazu kulturowego rasizm czy korupcje.

    Nie jestem zwolennikiem relatywizacji problemow, uwazam, ze kazdy na swoj sposob tworzy sobie ich hierarchie i przywiazuje do poszczegolnych z nich rozna wage, tym niemniej wydaje mi sie, ze proporcjonalnie do rozwoju cywilizacyjnego zmniejsza sie skala zagrozen, ktore czychaja na nas na co dzien. Chociaz moze zle to okreslilem…

    August 16, 2006 @ 3:08 pm
  • eh, chyba jest jednak troche prawdy w przyslowiu brytyjskich dizajerow - ‘press return to escape’.

    think about it.

    fochmann
    August 17, 2006 @ 4:02 pm
  • Chyba za dużo kwestii na raz.
    Co do Fight Club. Ten film jest o uświadomieniu sobie własnej alienacji i jej społecznych uwarunkowaniach. Jest o tym do czego prowadzi brak bliskości i miłości.
    Jest o schizofrenii i zgola anarchopunkowej autoagresjii. jest o kataharsis. który w tym przypadku polega na odnalezieniu własnej cielesności choćby poprzez ból.
    Finalnej filmowej eksplozji nie traktuje doslownie, lecz jako symbol.Trzeba coś zniszczyc, by zacząć budowac na nowo. Po tym filmie wyszedłem podbudowany mocą przekazu lecz wcale z przekoanianiem, że by zbawić swiat potrzebna jest totalna rozpierducha.

    Co do konserwatyzmu i Janka. To stary załogant, który by “walczyć” z permisywnym babilonem wstapił na scieżkę “słuszej wiary”. Pospieszalski znajduje oparcie i motywacje w religii. A ta dla ludzi idei zdaje się bvć mocnym fundamentem. Lewica nie może się odwołać do takiej legitymacji, bo ta jest ponadrozumowa, a lewica raczej nie posiłkuje sie religią. Stąd wrażenie, że lewacy muszą przegrać polemikę z ludzmi pokroju Pospieszalskiego. Konserwatywna retoryka zdaje się lepiej współgrać z potrzebami jakie ewokuja duchowe lęki naszych czasów.
    Ja ostatnio czytam o komunitarianach i Charlsie Taylorze. Polecam, rownie insptrujace, tak jak zawsze, Rozwazania Marka Aureliusza.

    August 22, 2006 @ 10:36 pm




Trackback