Słabe sygnały
Tom Friedman z sobotniej International Herald Tribute donosi z Tel Avivu:
Była jedna rzecz, którą czytałem niedawno w Jerusalem Post i która szczególnie mnie zaintrygowała. Napisano, że izraelska firma telekomunikacyjna Bezeq zakłada szerokopasmowe łącza internetowe w schronach przeciw bombowych w północnym Izraelu. Chodzi o to, żeby Izraelczycy mogli serfować po sieci w trakcie ataków rakietowych Hezbollahu.
Odczytuję tę historie na dwa sposoby: po pierwsze pokazuje ona hart ducha Izraelczyków i ich umiejętność dostosowania się do trudnych sytuacji.
Po drugie zaś jest jakby nieświadomym wyrazem tego, co wg mnie, Izraelczycy zaczynają czuć: to nie jest zwykła wojna i prawdopodobnie szybko się nie skończy.
Autorka: Emily Turrettini, notka opublikowana w serwisie Smart Mobs. Tłumaczenie moje.
Myśle, ze ten konflikt prędzej czy później rozleje się na Syrię. Damaszek nie cofnie bowiem poparcia dla Hezbollahu. Iran też będzie wspierał radykałów. To ich główny cyngiel w bliskowschodniej rozgrywce przeciwko Izraelowi. Może Amerykanie, którzy mają bajzel w Iraku, spróbują na jakiś czas powstrzymać sojuszniczy Izrael. Na jakiś czas…
Ta wojna to spory sprawdzian skutezcności europejskij dyplomacji. Jedyna nadzieja w stabilizacji poprzez wprowadzenie do Libanu międzynarodowych sił rozjemczych UE lub ONZ.